OŚWIADCZENIE    MONACHIJSKIE 

Z   ZIELONYCH   ŚWIĄT  1871  r.

 

 

 

 Oświadczenie

 

 

    Wobec urzędowych zarządzeń i obwieszczeń biskupów niemieckich popierających dekrety watykańskie, niżej podpisani uznają za konieczne bronić swojego punktu widzenia za pomocą następującego oświadczenia i - w miarę swych możliwości - przeciwstawić się spowodowanemu zamętowi sumień:

 

 l.    Wierni niezłomnemu - nie kwestionowanemu również przez papieża i biskupów - obowiązkowi każdego chrześcijanina-katolika trzymania się starej wiary i nie przyjmowania żadnej innowacji, choćby była zwiastowana nawet przez anioła Pańskiego, obstajemy przy odrzuceniu dogmatów watykańskich.  Dotychczas nie było to przedmiotem nauki Kościoła ani wiary katolickiej, że dla każdego chrześcijanina papież jest nieograniczonym, udzielnym władcą i panem, któremu podlega on wprost i bezpośrednio, i któremu pod karą doczesnego i wiecznego potępienia musi być bezwzględnie posłuszny we wszystkim, co dotyczy wiary i moralności - posłuszny papieżowi lub jego wysłannikom i pełnomocnikom.  Z tego względu, jak wiadomo, nie było dotychczas nauką Kościoła, aby każdy człowiek przyznawał charakter nieomylny wypowiedziom każdego papieża, skierowanym do całego Kościoła, a dotyczącym wiary, obowiązków i praw człowieka.  Tezy te dotychczas uznawane były raczej za poglądy szkolne, aczkolwiek takie, którym Rzym sprzyjał i chronił je wszelkimi środkami wypływającymi z posiadanej władzy, a które najznakomitsi teologowie, bez narażenia się na naganę, zwalczali i odrzucali.  Jest rzeczą powszechnie znaną - a jeśli nawet biskupi niemieccy tego nie wiedzą, to przecież powinni wiedzieć - że te nauki zawdzięczają swoje pochodzenie fałszerstwu, a ich rozpowszechnianie - przymusowi. Przez nie, tak jak je papież obwieścił w swoich watykańskich dekretach, wspólnota wierzących obrabowana została ze swoich praw, jej świadectwo zdeprecjonowane, znaczenie kościelnej tradycji zostało osłabione, a najważniejsza zasada wiary katolickiej, głosząca, że chrześcijanin obowiązany jest przyjąć tylko to, co zawsze, wszędzie i przez wszystkich jest nauczane i wyznawane - została zburzona. Skoro wszakże najnowszy list pasterski biskupów niemieckich utrzymuje, że to Piotr mówił przez usta papieża ogłaszającego się nieomylnym, twierdzenie to musimy odrzucić jako bluźnierstwo.  Piotr mówi do nas jasno i zrozumiale dla wszystkich przez swoje - opisane w Piśmie Świętym - czyny i przemówienia oraz przez swoje, również i do nas skierowane, listy.  Ale te czyny, mowy i listy  Apostoła przepojone są zupełnie innym duchem i zawierają zupełnie inną naukę niż ta, która ma nam być teraz narzucona siłą.  Próbowano te nowe nauki - które swą apodyktycznością i nie dającymi się obliczyć skutkami obrażają wszelkie uczucia chrześcijańskie - osłabić i zasugerować błędne mniemanie, jakoby były one stare, zawsze wyznawane i zupełnie niewinne. Podobnie jak poprzednio, tak i obecnie zadano sobie w ostatnim liście pasterskim trud ukazania nieomylności, o której mówią dekrety, jako prerogatywy, które należą się całemu urzędowi nauczycielskiemu Kościoła, składającemu się z papieża i biskupów razem.  Przeczy to jednak jasnemu brzmieniu treści dekretów: zgodnie z nim, jedynie tylko papież i to sam z siebie, jest nieomylny.  Jedynie tylko on korzysta z asystencji Ducha Świętego, w swoich decyzjach całkowicie jest niezależny od zdania biskupów, a ich zgoda na każde orzeczenie papieskie jest już tylko sprawą obowiązku, i nie może być kwestionowana.  Jeżeli biskupi niemieccy twierdzą, że „pełnia władzy", która według watykańskich dekretów należy się papieżowi, nie może być określana jako nieograniczona i niczym nie- skrępowana, ponieważ papież przy jej sprawowaniu skrępowany jest nauką boską, ustrojem i dogmatem - to z równą słusznością można by powiedzieć, że nieograniczona, despotyczna władza w ogóle - nawet u mahometan - nie istnieje, bo nawet sułtan turecki czy szach perski uznaje granice prawa boskiego i kanony Koranu.  Przez nowe dekrety papież nie tylko rości sobie prawo do panowania nad całą dziedziną moralności, ale również określa sam i z nieomylnym autorytetem urzędu nauczyciela, co do tej dziedziny należy, co jest prawem boskim, jak należy je interpretować i stosować w poszczególnych przypadkach.  W sprawowaniu tej władzy papież nie jest zależny od niczyjej zgody, przed nikim na ziemi nie odpowiada, nikomu nie wolno mu się sprzeciwić; każdy, obojętnie kim jest - księciem czy robotnikiem, biskupem czy osobą świecką - zobowiązany jest w sumieniu poddać się mu całkowicie i wypełniać bez sprzeciwu każdy jego nakaz.  Jeżeli taka władza nie ma być określana jako nieograniczona i despotyczna, to nieograniczona i despotyczna władza nigdzie i nigdy nie istniała na świecie.

 

 

 2.    Obstajemy przy mocno uzasadnionym przekonaniu, że dekrety watykańskie stanowią poważne niebezpieczeństwo dla państwa i społeczeństwa, że są po prostu nie do pogodzenia z ustawami i instytucjami współczesnych państw, i że przez przyjęcie tych dekretów możemy popaść w nieunikniony konflikt z naszymi politycznymi obowiązkami i zobowiązaniami prawnymi.  Daremnie biskupi próbują częściowo przemilczeć, a częściowo samowolnie interpretować bulle papieskie, twierdząc, iż bulle owe nie podporządkowują wszystkich władz politycznych arbitralnej samowoli papieskiej stolicy, jak również, że nie potępiają one w sposób najbardziej zdecydowany tych właśnie praw, które w obecnym systemie są nieodzowne.  Biskupi dobrze wiedzą, że na skutek watykańskich dekretów nie mają najmniejszego prawa ograniczać  breve  papieskich - najnowszych albo dawniejszych - przez sztucznie wymyślone interpretacj i że przeciwstawna interpretacja jednego jedynie jezuity znaczy więcej, aniżeli interpretacja setki biskupów.  Ponadto przeciwko wyjaśnieniom niemieckich biskupów przemawiają również interpretacje innych prałatów, między innymi arcybiskupa Manninga z Westminsteru, który mówi o watykańskich dekretach, iż przyznają papieskiej nieomylności możliwie najszerszy zasięg.  I tak, pomimo biskupiego upomnienia, uważamy, że mamy słuszne prawo w dalszym ciągu tę nieomylność, która ma być przynależna papieżowi i tylko jemu, bez udziału innych - nazywać nieomylnością osobistą.  Określenie to jest w tym przypadku całkowicie słuszne i odpowiada ogólnemu zwyczajowi językowemu, podobnie jak i wykonywanie władzy, którą posiada, sprawuje monarcha osobiście, niezależnie od innych urzędów państwowych, zwykło się nazywać przywilejami osobistymi.  Co więcej, przecież nawet urzędowa prerogatywa słusznie nazywa się osobistą, jeśli tak silnie i nierozerwalnie związana jest z daną osobą, że ani nie da się od niej odłączyć, ani też przenieść na innych.  Jeśli zestawi się - czego zaniechali biskupi niemieccy - potępienie zawarte w  Syllabusie,  który stał się dekretem ubranym w papieską nieomylność, uroczyste potępienie przez papieża austriackiej konstytucji oraz w tym samym czasie ogłoszone w Laach, Wiedniu i Rzymie publikacje jezuitów - którzy, jak wiadomo, lepiej są poinformowani o zamiarach Kurii niż biskupi niemieccy - jeśli zestawi się to wszystko z watykańskimi dekretami, to trzeba by mieć zamknięte oczy, aby nie dostrzec w tym doskonale przemyślanego planu uniwersalnego papieskiego panowania.  Nasze rządy, nasze ustawy i instytucje państwowe, cała dziedzina moralności, czyny poszczególnych ludzi - wszystko to ma być w przyszłości podporządkowane Kurii i jej narzędziom oraz częściowo wędrującym, częściowo stałym emisariuszom, będącym bądź biskupami, bądź jezuitami. Jako jedyny prawodawca w sprawach wiary, dyscypliny i obyczajności, jako sędzia najwyższy, jako nie odpowiadający przed nikim władca i wykonawca swoich orzeczeń, papież posiada - według nowej nauki - taką pełnię władzy, że większej nie potrafi sobie wyobrazić nawet najbujniejsza fantazja.  Natomiast niemieccy biskupi dobrze by uczynili biorąc pod uwagę słuszne słowa, które wypowiedział w podobnej sytuacji franciszkanin  Occam z Monachium:  „Gdyby rzymski biskup - powiedział Occam - miałby taką pełnię władzy, jaką papieże w nieodpowiedzialny sposób sobie przypisują, a wielu błędnie i pochlebnie przyznaje im taką władzę, to wszyscy śmiertelni byliby niewolnikami, co jest jawnie sprzeczne z wolnością prawa ewangelicznego".

 

 

 3.    Powołujemy się na mimowolne świadectwo, które złożyli sami niemieccy biskupi w imię sprawiedliwości dla naszej sprawy.  Jeśli w sposób otwarty i bezpośredni odrzucamy nową naukę, że papież jest uniwersalnym biskupem i absolutnym władcą każdego chrześcijanina w całym zakresie moralności, a więc w całokształcie obyczajowego działania, to biskupi, przez niejednakowe i sprzeczne interpretacje w swoich listach pasterskich pokazują, że bardzo dobrze rozpoznali to, co nowe i odpychające w tej nauce, i że w gruncie rzeczy jej się wstydzą.  Żaden z nich nie może się na to zdobyć, aby pójść śladami  Manninga  i jezuitów i pozostawić dekretom watykańskim ich prosty i naturalny sens.  Zapominają oni jednak, że tego rodzaju dążenia do różnych interpretacji i odchyleń, na jakie pozwolili sobie w swych listach pasterskich, zastosowane do innych orzeczeń i dekretów, dotyczących wiary, musiałyby przyczynić się do zburzenia wszelkiej stałości i jednomyślności nauki i musiałyby w konsekwencji doprowadzić do niepewności i powszechnego powątpiewania we wszystko. Ostatecznie, co mogłoby się ostać jako pewne i niewzruszone ze starych i nowych orzeczeń Kościoła, dotyczących wiary, gdyby zastosowano do nich takie samo postępowanie, na jakie pozwolili oni sobie w najnowszym liście pasterskim, w stosunku do bulli  Bonifacego VIII,  na które się powoływali, i odmówiono im prawa do rozumienia ich w takim znaczeniu, w jakim zostały one wypowiedziane, wbrew oczywistym zamiarom ich redaktorów?  Ubolewamy nad takim sposobem posługiwania się biskupim urzędem nauczycielskim. Ubolewamy tym głębiej, że ci sami biskupi nie wstydzili się, w liście pasterskim skierowanym do ludu katolickiego, na jego głos sumienia odpowiedzieć obelgami i szyderstwami, skierowanymi pod adresem rozumu i nauki.  Zaiste, gdybyśmy mogli zaliczać się do ludzi, którzy nic nie uznawali za swój najwyższy obowiązek, jak tylko ślepe posłuszeństwo, wówczas - patrząc na ich czcigodnych poprzedników w episkopacie, na takich biskupów, jak  Cyprian,  Atanazy,  Augustyn  - mielibyśmy większe prawo, aniżeli  św. Bernard, do pełnego bólu okrzyku: „Quis nobis dabit, videre ecclesiam sicut erat in diebus antiquis ?!"  (Kto sprawi, byśmy mogli oglądać Kościół takim, jakim był on w dawnych czasach?!)

 

 

4.    Odrzucamy groźby biskupów jako nieuzasadnione, a ich środki przymusu jako nieważne i nieobowiązujące.  Zwykle trzymano się w całym Kościele zasady:  „Jeśli mówiąc o nauce można podać czas, w którym została ona wprowadzona, to jest to pewna oznaka jej niesłuszności".  Właśnie to ma miejsce w nowej nauce o nieomylności papieskiej.  Dokładnie można określić czas, w którym ta nauka miała swój początek, osoby, które ją wymyśliły oraz interesy, którym ona służyła. Jeśli w dawnych czasach papieże i biskupi wykluczali ze wspólnoty kościelnej inicjatorów i zwolenników nauki niekatolickiej, to wskazywali przede wszystkim na nowość nauki i jej sprzeczność z tradycyjną wiarą, czym się zasłaniali jak tarczą.  Biorąc pod uwagę oczywisty i łatwo sprawdzalny fakt, że nauka ta nie była dotychczas uznawana za objawioną przez Boga, zainteresowani mieli poznać słuszność kościelnych orzeczeń doktrynalnych i niemożność podtrzymania głoszonych przez siebie nauk. 
    Dopiero teraz po raz pierwszy - taki przypadek nie zdarzył się na przestrzeni osiemnastu wieków - obłożono ludzi klątwą kościelną, nie dlatego że głoszą i rozpowszechniają nową naukę, lecz dlatego, że chcą zachować starą wiarę, jaka przekazana im była przez rodziców i nauczycieli w szkole i Kościele, i nie chcą przyjąć jej przeciwieństwa, nie chcą zmieniać swojej wiary jak ubrania. To, że ta niesłuszna ekskomunika nie przynosi szkody nią dotkniętym, lecz tylko tym, którzy ją nałożyli, i że przeciwnie - Bóg cierpienia tych niewinnie krzywdzonych przemienia w źródło błogosławieństwa -jest powszechną nauką ojców. Wiemy również doskonale, że potępienia te są zarówno nieważne i nieobowiązujące, jak i niesprawiedliwe, że ani wierni nie utracili swego prawa do otrzymywania środków łaski Chrystusa, ani kapłani swych uprawnień do ich udzielania; jesteśmy zdecydowani nie pozwolić na ograniczenie naszych praw przez kary służące popieraniu fałszywych nauk.

 

 

 5.    Żyjemy nadzieją, że wywołana obecnie walka wśród wyższego kierownictwa stanie się środkiem, który pozwoli na rozpoczęcie i realizację od dawna upragnionej i nieodzownej reformy stosunków kościelnych, tak w obrębie ustroju, jak i życia kościelnego.  Spojrzenie w przyszłość podnosi nas na duchu i pociesza w smutku obecnego chaosu.  Jeśli spotykamy obecnie wszędzie w Kościele rozplenione nadużycia, które wzmocnione i nietykalne dzięki zwycięstwu dogmatów watykańskich mogą doprowadzić do zniszczenia wszelkiego życia chrześcijańskiego;  jeśli obserwujemy z wielkim smutkiem dążenia do paraliżującej ducha centralizacji i mechanicznego uniformizmu;  jeśli obserwujemy rosnącą nieudolność hierarchii, która wspaniałym osiągnięciom umysłów naszej epoki potrafi towarzyszyć lub przeszkadzać tylko uderzeniem w dzwony starych frazesów i bezsilnym złorzeczeniem - to odwagi dodaje nam pamięć o lepszych czasach i wiara w boskie kierownictwo Kościoła.  Przy takim spojrzeniu w przeszłość i przyszłość wyłania się nam obraz prawdziwie kościelnej regeneracji, stanu, w którym narody cywilizowane wyznania katolickiego, bez naruszenia swego członkostwa w Kościele powszechnym, wolne od jarzma bezprawnej żądzy władzy, kształtują i tworzą każdy swoją własną organizację kościelną, zgodną ze swoimi właściwościami i w harmonii ze swoją pozostałą misją kulturotwórczą, w zgodnej współpracy między klerem i laikami; stanu, w którym cały świat katolicki będzie się cieszył kierownictwem jednego prymatu i episkopatu, który dzięki swej wiedzy i czynnemu udziałowi we wspólnym życiu zdobył sobie uznanie i możliwości wysunięcia Kościoła na jedyne, godne miejsce na czele kultury światowej, i utrzymania go tam na stałe.  Na tej drodze, a nie przez watykańskie dekrety, będziemy się równocześnie ponownie zbliżać do najwyższego celu chrześcijańskiego rozwoju, pojednania podzielonych obecnie chrześcijańskich wspólnot wyznaniowych, którego pragnął i które przyrzekł  Założyciel  Kościoła, a które z coraz większą siłą tęsknot niezliczonych wiernych, i to w znacznej części w Niemczech, jest oczekiwane i przywoływane. Oby to dał Bóg!

 

 Monachium, w czerwcu 1871 roku. 

 

 

 

/ Oświadczenie to, opracowane w istocie przez I. von Döllingera, zostało przyjęte na Konferencji w Monachium, w dniach 28-30.05. 1871 r.  i zaopatrzone  31 podpisami; opublikowane w  „Augsburger Allgemeine Zeitung", nr 164./