Skromny  początek

 

   Opór biskupów, będących w mniejszości, załamał się. Rządy poszczególnych państw, które składały ostre protesty, nie poparły ich odpowiednimi czynami i szybko wróciły na dawne pozycje. Wielu uczonych  ( między innymi z Tybingi), którzy odrzucili oba dogmaty, przezornie zamilkło.
 Cały opór zredukowany został do maleńkiej grupki profesorów. Zyskali oni sobie szacunek i podziw szerokich kręgów opinii publicznej. Mieli jednak stosunkowo niewielu zwolenników, głównie wśród liberalnego, wykształconego mieszczaństwa oraz w parafiach, w których utrzymywała się jeszcze pamięć o dawnych, wolnościowych tradycjach katolickich.



Pojawił się problem - Czy po tragicznym załamaniu wcześniejszych katolickich ruchów oporu i ich potępieniu przez Sobór Watykański I, wąski front "liberalnych" katolików jest wewnętrznie , religijno-teologicznie dostatecznie silny, by przetrwać narzuconą mu walkę? Czy front "liberalnych" katolików jest wystarczającą siłą do rzeczywistej odnowy Kościoła lub, w razie konieczności, do stania się samodzielnym Kościołem?



I stał się cud - Teologowie starokatoliccy wyszli poza czysty episkopalizm i koncyliaryzm ( tak charakterystyczny i ograniczający wszystkie wcześniejsze ruchy katolickiego oporu) i poszli za głosem   "katolickiego sumienia" (H. Reusch).  Najpierw więc odwołali się do katolickiej opinii publicznej. Za pośrednictwem prasy, wielu oświadczeń i adresów pobudzali ją do dalszego oporu. Najważniejszym z tych adresów do ludzi świeckich był apel z Köngwinter ( 14.08.1870r.)

 
" Zważywszy, że zgromadzenie, które odbyło się w Watykanie, nie obradowało w pełnej wolności, i podjęło ważne postanowienia bez wymaganej jednomyślności, my niżej podpisani katolicy, oświadczamy, że nie uznajemy dekretów o absolutnej władzy papieża i jego osobistej nieomylności za orzeczenia Soboru ekumenicznego, a co więcej - odrzucamy je jako innowacje pozostające w sprzeczności z tradycyjną wiarą Kościoła"
 
Znamienną cechą tego podpisanego przez 1359 katolików oświadczenia jest to, dogmaty papieskie zostały w nim odrzucone jako innowacja i wbrew nim podtrzymano tradycyjną wiarę. Nie dopuszczono nawet możliwości odłączenia się od Rzymu. Chciano po prostu pozostać katolikami w sensie przed watykańskim.

 

Słowo Boże ponad wszystko ! -  Gdy załamały się wszelkie próby porozumienia, przywódcy starokatoliccy zdecydowanie już powiedzieli  "nie".

 Franz Heinrich Reusch, profesor teologii z Bonn, stwierdza: 
   „Sumienie katolickie zakazuje nam przyjmowania obu doktryn, gdyż są one sprzeczne z Pismem i Tradycją starego Kościoła, którymi - jako katoliccy księża i teologowie - jesteśmy związani."  
 

    Najobszerniej wypowiada się I. von Döllinger w swej odpowiedzi udzielonej Arcybiskupowi Monachium, ze słynnym czterokrotnym  „Nie mogę": 

   „Jako chrześcijanin, jako teolog, jako historyk i jako obywatel, nie mogę przyjąć tej nauki.
    Nie mogę jako chrześcijanin - gdyż jest ona sprzeczna z duchem Ewangelii i wyraźnymi wypowiedziami Chrystusa i Apostołów. Chce ona wprost zbudować imperium tego świata, które Chrystus odrzucił; chce panować nad gminami, czego Piotr zakazał wszystkim i sobie samemu.
    Nie mogę jako teolog - gdyż cała autentyczna tradycja Kościoła przeciwstawia się jej w sposób bezwzględny.  
   Nie mogę jej przyjąć jako znawca historii, gdyż jako taki zdaję sobie sprawę z tego, że za uporczywe dążenie do urzeczywistnienia tej teorii panowania nad światem płaciła Europa strumieniem krwi, całe państwa pogrążały się w chaosie i upadały, a piękny, organiczny ustrój starego Kościoła został zdruzgotany, co spowodowało, żywiło i utrzymywało najgorsze nadużycia w Kościele.
   Muszę wreszcie odrzucić ją od siebie jako obywatel, ponieważ swymi roszczeniami do podporządkowania państw i monarchów oraz całego porządku politycznego władzy papieskiej, jak również przez żądanie wyjątkowego stanowiska dla kleru, kładzie podwaliny pod nieustanną i zgubną walkę między państwem a Kościołem, pomiędzy duchownymi a świeckimi". 

   Taką nieugiętą postawę ujawnili również inni katoliccy wyznawcy, profesorowie Johannes Friedrich w Monachium, Joseph B. Hilgers i Franz Peter Knoodt w Bonn, Joseph Hubert Reinkens i Theodor Weber we Wrocławiu, Friedrich Michelis i Andrzej Menzel w Braniewie, Eduard Herzog w Lucernie. 
   Skutki nie dały na siebie długo czekać. Wszyscy oni, jako „synowie zepsucia", zostali obłożeni klątwą i pozbawieni praw do nauczania.

 

Właściwy cel - Kościół Jezusa Chrystusa -   Przywódcy starokatoliccy nie byli rewolucjonistami ani buntownikami, którzy chcieli burzyć podstawowy porządek Kościoła. Nie chcieli doprowadzać do żadnej schizmy. Nie chcieli lekkomyślnie przeciwstawiać "jednego ołtarza drugiemu"  (E. Gaugler).
   Przywódcy starokatoliccy byli i chcieli być prostymi świadkami prawdy wewnątrz samego Kościoła katolickiego. Ich wielkość polegała na odwadze otwartego powiedzenia "nie" w sprawie, w której wielu ludzi myślało "nie".
   Kiedy jednak wśród odrzuconych przez Rzym duchownych i świeckich zaczęły coraz bardziej narastać potrzeby duszpasterskie, a w związku z tym zaczęło się umacniać dążenie do utworzenia własnego Kościoła, teologowie starokatoliccy odkryli na nowo dalszą zasadę kościelną, odsuniętą na drugi plan w Kościele rzymskokatolickim. Powołując się mianowicie na Pismo św. i Kościół pierwotny, a jednocześnie wyzwalając się coraz bardziej z prawno-hierarchicznej koncepcji Kościoła, coraz wyraźniej uznawali gminę jako właściwą nosicielkę władzy kościelnej.

   „Władza kościelna w istocie znajduje się w gminie"- oświadcza Josef Langen
   
    Podstawowy cel tego posunięcia był wyraźnie kościelno-teologiczny: gmina, zarówno jednostkowa jak i zbiorowa, to znaczy synod wraz z biskupem, kapłanami i delegatami ludzi świeckich, powinny ponownie otrzymać swe pierwotne uprawnienia, jako personalnie odtworzona reprezentacja całego Kościoła. Kościół jako całość, w bezpośrednim stosunku do swego Pana, powinien - mówiąc zasadniczo - stać się ponownie tym, czym jest poszczególna gmina, tak jak poszczególna gmina w swym bezpośrednim stosunku do Pana - tym, czym jest Jeden i cały Kościół.