Z życia naszych parafii

Ślub ekumeniczny w Łękach Dukielskich

LekiDukielskie2006_09_23 Historię tworzą zdarzenia, ale przede wszystkim ludzie.

Najnowszy wpis, 23 września 2006 roku, ale jakże nowatorski i prekursorski, do historii parafii pw. Dobrego Pasterza w Łękach Dukielskich, skrzętnie opisywanej od 81 lat przez kolejnych duszpasterzy w opasłej, zniszczonej zębem czasu kronice, dali właśnie ludzie, a konkretnie narzeczeni: Elżbieta Nycz (Kościół Rzymskokatolicki) i Norbert Gruszczyński (nasz parafianin).

Zdecydowali się oni bowiem na zawarcie pierwszego w naszej parafii, a prawdopodobnie i w Kościele Polskokatolickim, ślubu ekumenicznego.

Wprawdzie kilka lat temu miał miejsce taki ślub, w którym uczestniczyłem jako kapłan naszego Kościoła, ale odbył się on w Kościele Rzymskokatolickim, ten natomiast miał miejsce w naszym Kościele.

Niezwykłość tego faktu dostrzegła nawet regionalna prasa, przysyłając na ten ślub dziennikarkę. Trzy dni później w ilustrowanym tygodniku regionalnym Nasz głos był umieszczony obszerny fotoreportaż z tej uroczystości i artykuł pod tytułem: „Od jedności serc ku jedności Kościołów".

Pozwolę sobie zacytować kilka zdań z tego artykułu podzielonego na cztery części (o parafii, ekumeniczne zaślubiny, ekumenizm wczoraj i dziś, dlaczego Kościół Polskokatolicki), napisanego bardzo profesjonalnie po przeprowadzeniu ze mną wywiadu, później autoryzowanego.

Dzięki ekumenicznemu charakterowi uroczystości, małżonkowie nie musieli odchodzić od swojego Kościoła i co bardzo istotne, ślub zachowa ważność w obydwu Kościołach. Zaślubiny były nie tylko zjednoczeniem małżeńskich serc, ale również dusz. Obydwoje, powierzając swoje życie w ręce partnera, uczynili coś więcej, gdyż podarowali sobie możliwość zachowania w sercach wiary, w której zostali ochrzczeni, w której wzrastali i w końcu, która zjednoczyła ich na ślubnym kobiercu. Dobra wola ze strony Kościoła Rzymskokatolickiego, zezwalającego na przeprowadzanie ślubów ekumenicznych oraz sama decyzja małżonków, dotycząca wyboru formy ślubu — świadczą o poszanowaniu prawa do wolności wyznaniowej człowieka. (...) Zawarcie małżeństwa w Kościele Rzymskokatolickim było i jest formą kanoniczną, co stwarzało wiele problemów przy zawieraniu małżeństw międzywyznaniowych, różnorakich w odniesieniu do wyznania, z jakiego pochodził współmałżonek. Elżbieta i Norbert pobrali się w szczęśliwszych, pod tym względem, czasach. Procedura, której musieli sprostać, nie była trudna. Wystarczyło uzyskanie dyspensy od biskupa Kościoła Rzymskokatolickiego"

Świątynia nasza została wyjątkowo pięknie przygotowana do tej niezwykłej uroczystości. Nad drzwiami kościoła złocił się napis „Szczęść Boże" na czerwonym tle, kolorze miłości, obramowany zielenią bukszpanu. Całe drzwi spowite zostały zieloną koroną i białymi wstążkami. Droga, którą szli młodzi od krzyża do świątyni, ubrana była kolorowymi balonami i wstążkami. Dywan przez cały kościół, przystrojone w kwiaty ławki tworzące szpaler, wzdłuż którego szli młodzi, ubrane na biało z kwiatami klęczniki, ołtarze — główny i boczne — przystrojone białym, udrapowanym woalem i różowymi liliami, tworzyły piękną oprawę uroczystości oraz dodawały niezwykłego czaru i uroku tamtym chwilom.

Po młodych wyszedł w asyście ministrantów przed świątynię celebrans, który powitał i wprowadził Młodą Parę do świątyni. Witając ich przed ołtarzem ks. Proboszcz powiedział m.in.: Dzisiaj, w tej świątyni, gromadzi nas miłość Elżbiety i Norberta; miłość która pragnie się uwiecznić i konsekrować poprzez święty sakrament małżeństwa. Ten ślub jest dowodem na to, że miłość jest zdolna pokonać wszelkie bariery i granice kulturowa Czy religijne. Poprzez ten ekumeniczny ślub, pierwszy taki w naszej parafii, tworzycie nową historię i przecieracie szlaki dla mnych młodych, którzy zdecydują sie w przyszłości na zawarcie małżeństwa w takiej formie. (...) Dziś triumfy święci tolerancja, poszanowanie innych poglądów i przekonań, a szczególnie tych najgłębszych, bo religijnych, a wszystko to w imię miłości, która nie buduje murów, lecz mosty między ludźmi".

Liturgia czytań dostosowana była do ślubu, przypominała więc o tej najważniejszej więzi, która łączy dwoje kochających się serc — o miłości. Dlatego też ks. Proboszcz mówił w kazaniu przede wszystkim właśnie o niej:
Drodzy nowożeńcy! Przed chwilą przeczytałem fragment Ewangelii św. Jana, w którym Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy prosił swoich uczniów, aby trwali w Jego miłości. „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem". Te słowa Chrystusa skierowane do uczniów przed dwoma tysiącami lat, są ciągle aktualne i w naszych czasach. To do Ciebie, Elżbieto, i do Ciebie, Norbercie, mówi dzisiaj Jezus, abyście się miłowali i na wzór pierwszych chrześcijan tworzyli wspólnotę. Oni tworzyli wspólnotę wyznaniową kochając Jezusa. Wy, kochając Jego i siebie wzajemnie, będziecie tworzyć sakramentalną wspólnotę małżeństwa chrześcijańskiego. Jak mówi św. Jan Apostoł „Bóg jest miłością", a małżonkowie przez swoją wzajemną miłość są znakiem tej miłości, jaką Bóg okazuje człowiekowi. Człowiek, poprzez swoją duszę, którą otrzymuje od Boga, staje się Jego obrazem, ale ten obraz jest najwspanialszy, gdy człowiek kocha i jest kochany. A sakrament małżeństwa daje nam szansę, aby miłość nie tylko mogła trwać, ale również mogła się pogłębiać, dzięki Bożej pomocy.
Te piękne słowa, które widnieją na Waszym zaproszeniu „dotąd dwoje, choć jeszcze nie jedno, odtąd jedno, choć nadal dwoje", teraz będą mogły się spełnić. Miłując się wzajemnie będziecie mogli w swoim życiu realizować słowa pięknej pieśni znanej w Kościele katolickim „gdzie miłość wzajemna i dobroć, tam znajdziesz Boga żywego". Poprzez świętą i trwałą miłość małżonkowie ukazują światu oblicze samego Boga, który jest miłością. Ta miłość, na wzór Bożej miłości, ma być bezwarunkowa i skłonna nieustannie do ofiary na rzecz tej osoby, którą się kocha. Ma być darem. I bardzo się cieszę, że Wy to rozumiecie, bo na zaproszeniu ślubnym umieściliście piękną myśl A.S. Exupery „miłość prawdziwa zaczyna się wówczas, gdy niczego w zamian nie oczekujesz". O tę miłość ciągle trzeba dbać, co tak trafnie wyraził francuski poeta Henri Bordeaux w aforyzmie: „aby miłość trwała przez całe życie, trzeba ją pielęgnować starannie jak ogród". A skoro mowa o ogrodzie, to pozwól, drogi Norbercie, że w Twoim imieniu skieruję teraz słowa do Elżbiety — słowa wiersza Kazimierza Przerwy-Tetmajera:

A kiedy będziesz moją żoną,
umiłowaną, poślubioną,
wówczas się ogród nam otworzy,
ogród świetlisty, pełen zorzy.
Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród złotych przymgleń i promieni,
pójdziemy w ogród pełen zorzy,
kędy drzwi miłość nam otworzy.

To miłość małżeńska będzie Was wiodła od dnia dzisiejszego po ścieżkach życia. (...)
Moi Drodzy! Za chwilę złożycie przysięgę małżeńską.
Pamiętaj, Elżbieto, i Ty, Norbercie, że gdy powiecie:
Ślubuję Ci miłość — to oznacza, że ślubujecie ją nie na próbę, na jakiś czas, lecz do końca życia, bo miłość jest na zawsze, albo jej nie ma wcale.
Gdy powiecie:
Ślubuję Ci wierność — to chcecie wyznać, że jesteście dla siebie jedyni, że świadomie rezygnujecie z innych, nowych spotkań. Wtedy ukazujecie innym, że Bóg jest twórcą Waszego małżeństwa, a świadectwem tego są obrączki.
Gdy powiecie:
Ślubuję Ci uczciwość — gwarantujecie, że będziecie szczerzy wobec współmałżonka i godni Jego zaufania, że oboje czujecie się odpowiedzialni za wasze małżeństwo.
A gdy powiecie:
Ślubuję, że Cię nie opuszczę aż do śmierci — wyznajecie stałość swojej miłości.
Doskonale wiemy, jak dziś jest miłość zagrożona, jak bardzo jest nietrwała ze względu na człowieka, na jego słabość, nieodpowiedzialność, jego grzeszność. Dlatego potrzebna jest człowiekowi nieustannie Boża pomoc. Pan Bóg o Was nie zapomni, skoro w Jego imię sobie ślubujecie i będzie Wam nieustannie błogosławił. Wy natomiast pozostańcie Mu wierni i bądźcie ludźmi głębokiej i dojrzałej wiary".

Po kazaniu nastąpił najważniejszy akt zaślubin, gdy narzeczeni, biorąc sobie Boga na świadka, wyznali swoją miłość i przyrzekli sobie wierność, związani stułą kapłańską. Zwieńczenie ich wzajemnych uczuć stanowiła komunia św. przyjęta, jak się to praktykuje w naszym Kościele, pod dwoma postaciami.

Po błogosławieństwie kończącym tę Eucharystię, małżonkowie, jak jest to w zwyczaju naszej parafii, udali się przed boczny ołtarz, gdzie prosili w modlitwie Matkę Bożą, Matkę pięknej miłości, o zachowanie w ich sercach tego uczucia na zawsze; uczucia, które doprowadziło ich do ołtarza Pańskiego.

Przy dźwiękach marsza Mendelsohna małżonkowie opuścili świątynię Pańską, aby przed kościołem dać się obsypać ryżem i pozbierać skrzętnie wszystkie groszówki, które obficie zaległy przed ich stopami.

Ślub dopełniło wspaniałe wesele (przygotowane na 180 osób), które odbyło się w hali widowiskowo-sportowej w Łękach Dukielskich, wspaniale na tę uroczystość przystrojonej.

Ja również w nim, razem z małżonką, uczestniczyłem, „miód i wino piłem" i świetnie się bawiłem.

(Ks. R.J.)