W 150. rocznicę urodzin i 70. rocznicę śmierci Piotra Stachiewicza

Sylwetka Autora obrazów do Legend ludowych o Matce Boskiej

Piotr Stachiewicz W latach 1892-93 polski artysta Piotr Stachiewicz wykonał w dwóch seriach jedno ze swych najpiękniejszych dzieł: „Legendy o Matce Boskiej". Włożył w nie, obok wielkiego umiłowania przedmiotu, cały zasób swego poetyckiego natchnienia, niepospolitego władania formą i owoc gruntownych studiów, jakie poczynił przez szereg lat nad wierzeniami, podaniami ludu. Za „Legendy" otrzymał Stachiewicz od krakowskiej Akademii Um. Nagrodę im. Barczewskiego. Przed II wojną światową reprodukcje obrazów Stachiewicza do „Legend" ukazały się na kartach pocztowych, ciesząc się niesłychaną wprost popularnością i sympatią odbiorców. Obecnie pojawiają się, od czasu do czasu, w Antykwariatach, a zdobycie ich jest nie lada gratką dla koneserów.

Początki kariery artystycznej Piotra Stachiewicza nie były łatwe. To, że zdołał uporać się z wieloma kłopotami, może zawdzięczać tylko sobie. Zapisawszy się po pierwszym roku Politechniki Lwowskiej w r. 1879 do krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych, znalazł się młody artysta u szczytu swoich marzeń. Marzył bowiem o karierze artystycznej od dzieciństwa. Krakowska Szkoła Sztuk Pięknych dawała wówczas swym wychowankom wspaniałe wykształcenie, z którego mogli korzystać przez całe swoje życie. Był to na pewno wielki wpływ Jana Matejki (jako dyrektora), wymagającego od profesorów, aby uczyli, a od uczniów — by z tej nauki korzystali. Czteroletni pobyt w krakowskiej szkole dał Stachiewiczowi realne podstawy znajomości warsztatu.

Po ukończeniu Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie, młody Stachiewicz powszechnie przyjętym trybem udał się do Monachium, które było prawdziwą Mekką dla polskich malarzy. Tam pracował u prof. Seitzema dwa lata, a od 1885 r. zamieszkał na stałe w ukochanym przez siebie Krakowie, skąd wyjeżdżał do Włoch i do Aten nad Izarą, ciesząc się dużym mirem w kręgach artystycznych.

Niepospolicie energiczny człowiek, o naturze sentymentalnej, kochający bezgranicznie swój zawód i dobrze życzący kolegom. Takim właśnie był Piotr Stachiewicz. Zajął się on gorliwie losami krakowskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, spełniającego w tamtych latach wobec artystów polskich rolę almae matris (w dosłownym znaczeniu tego określenia). Był on jednym z głównych inicjatorów reorganizacji tego Towarzystwa oraz jednym z głównych założycieli stowarzyszenia artystycznego pn. Salon.

Bardzo rzadko spotkać można artystę równie obojętnego na zaszczyty i odznaczenia, jakim był Piotr Stachiewicz. Bywając w tak zwanym, „wielkim świecie" nigdy nie starał się o zaszczyty, a wręcz przeciwnie, wysuwał innych przed siebie. I tak po śmierci wielkiego mistrza Jana Matejki, miał szansę zostać dyrektorem krakowskiej Uczelni. Ministerstwo Oświaty zwróciło się wówczas z propozycją objęcia spuścizny po Matejce w pierwszej kolejności do Siemiradzkiego, a następnie do Brandta. Kiedy zaś ci dwaj odmówili, Ministerstwo zwróciło się wtedy do Stachiewicza, który także dał odpowiedź odmowną. Jednym z głównym motywów odmowy był wzgląd na konieczną reorganizację szkoły, z powodu której musieliby zostać usunięci jej dawni profesorowie (Stachiewicza dawni nauczyciele). Skorzystał jednak ze sposobności i przedstawił swojego kandydata na to stanowisko, mianowicie Henryka Rodakowskiego, którego nominacja, niestety, zastała już na łożu śmierci.

Stachiewicz nie starał się nigdy o tanią popularność wśród kolegów, skutkiem czego posiadał w sferach artystycznych wiele nieprzyjaznych i zazdrosnych osób, co zwykle towarzyszy ludziom utalentowanym i tzw. szczęśliwym wybrańcom losu.

Żaden z żyjących wówczas malarzy polskich — z wyjątkiem Malczewskiego, nie był tak pracowity jak Piotr Stachiewicz. Żaden też nie czynił bez rozgłosu tyle dobrego dla swych młodszych kolegów, kupując (oczywiście anonimowo) ich prace. Był przede wszystkim malarzem, dla którego rysunek stanowił fundament twórczości.

Urodzony we wsi galicyjskiej (Galicja wschodnia), Piotr Stachiewicz od dzieciństwa był bardzo wrażliwy na piękno przyrody, zamiłowanie zaś do typów i motywów z Rusi pozostało mu na całe życie. Czar poezji ludowej oraz piękno przyrody tamtejszych okolic nie pozostały mu nigdy obojętne. I chociaż nie wytworzyła się szkoła „ukraińska" w malarstwie polskim, to jednak — podobnie jak w poezji — wiele prac takich malarzy, jak Juliusz Kossak, Chełmoński, Brandt itd., świadczy wymownie, jak bardzo ich Ruś zajmowała. Pierwszą z prac, która zwróciła nań uwagę, był cykl rysunkowy pt. „Dziad i baba", oparty na znanej bajce Kraszewskiego (1886 r.). W rok później wykonał cykl złożony z 6 kartonów pt. „Wieczory zimowe", oparty na podaniach ludowych. Następnie ujrzała światło dzienne „Wieliczka", cykl 9 małych obrazów olejnych. Potem, wspomniane już dwie serie pięknych „Legend ludowych o Matce Boskiej". Jako pionier, budzący zamiłowanie do artystycznych wydawnictw, położył Stachiewicz rzetelne, nie dość docenione zasługi. W 1888 r. powstał z jego inicjatywy w Krakowie dwutygodnik „Świat" (pierwsze polskie pismo artystyczne). Ze wszystkimi polskimi pismami ilustrowanymi pozostawał Stachiewicz w kontakcie. Z wielu prac ilustratorskich można wymienić „Nowe latko" — tekst M. Konopnickiej, „Dzieciątko Jezus" — zbiór kolęd i pastorałek zebranych przez Stachiewicza, „Serie typów niewieścich i męskich" — z powieści Sienkiewicza, ilustracje do „Notatek myśliwskich" hr. J. Potockiego, seria obrazów olejnych do „Królowej Jadwigi", „Ksiądz Kordecki" J.J. Kraszewskiego itd. Przypomnieć też należy „Rok Boży" złożony z 12 obrazów (12 miesięcy). W „Roku Bożym" uzmysłowił autor przysłowia ludowe, odnoszące się do każdego miesiąca w związku ze świętymi, których pamiątkę Kościół obchodzi.

Tworzył kompozycje religijne: np. „Wysłuchana modlitwa" (gdzie widzimy mężczyznę klęczącego przed krzyżem Chrystusa), czy też „Najświętsze Serce Pana Jezusa" — w kaplicy arcybiskupa Stablewskiego w katedrze poznańskiej, a także wielki cykl „Tamten świat".